Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba…

Zaktualizowano: 4 maj 2021


„Zaczęło się wszystko od bóli i badania USG. Zostałam wysłana na badania, m.in. kolonoskopii i do szpitala Wojskowego w Lublinie. Na badaniu wykazało, że niczego tam nie ma. „Ma Pani teraz spokój na 10 lat”, ale markery rakowe nadal wysokie. Lekarze podjęli decyzję o zabiegu laparoskopowym, pobrali wycinek do badania, okazało się, że to nowotwór złośliwy. Ale gdzie się zaczął? Lekarze nie mieli pojęcia i odesłali do Szpitala Onkologicznego Ziemi Lubelskiej w Lublinie. Tam postanowili mnie otworzyć. Okazało się, że na jelicie grubym jednak jest nowotwór i to w bardzo zaawansowanym stopniu. Przy okazji zostało wycięte kawałek wątroby oraz woreczek żółciowy. Po tym otrzymałam trzy serie chemioterapii. Po jednej markery spadły do minimum i czułam się dobrze, po drugiej wzrosły, ale też czułam się nieźle, a trzeciej nie dałam rady dobrać do końca. Chemioterapia była za mocna, niszczyła hemoglobinę. Trzeba było podawać krew.

Jeden z lekarzy postanowił skierować mnie na badanie PET, na który czekałam ponad miesiąc, a później drugie tyle czekanie na wyniki. Cały czas trzeba czekać, mimo że jest to choroba, która szybko się rozwija i pacjenci nie mają czasu czekać. Co najgorsze, w Centrum Onkologii, do którego trafiłam, gdy pacjent chciał uzyskać jakąś informację, albo powiedzieć o swoich obawach, był ignorowany, albo wyrzucony ze szpitala. Tak było w moim przypadku, gdy zapytałam się lekarza o to czy nadaję się już do operacji. Po tym lekarz wręczył wypis, a odpowiedzi nie udzielił. Na wizytę do onkologa trzeba czekać, na decyzję trzeba czekać, na badania czy operację też trzeba czekać. Czekałam. W międzyczasie mój stan się pogorszył. Kolejny pobyt w szpitalu, dalsze czekanie. Ale cóż miałam robić? Nie stać minie na leczenie prywatne…”


Ta historia wydarzyła się naprawdę. Oszczędziłem Państwu szczegółów dalszych zmagań z publiczną służbą zdrowia. Bohaterka tej historii nie przeżyła. Przegrała walkę z czasem.


Chcesz poznać całą historię, napisz w komentarzu.


CZY MOGŁABY BYĆ SZANSA NA LEPSZE ZAKOŃCZENIE?


A gdyby znalazł się ktoś, kto da Ci pieniądze na drugą opinię medyczną, wykluczającą błędy pierwszego lekarza?


A gdyby ktoś da Ci pieniądze na prywatne konsultacje lekarzy zagranicznych, specjalizujących się w chorobach onkologicznych?


A gdyby ktoś da Ci pieniądze na zorganizowanie Twojej opieki medycznej, ze wskazaniem jak trzeba Cię leczyć?


A gdyby ktoś da Ci możliwość leczenia w zagranicznej placówce specjalistycznej?


A gdyby ktoś da możliwość wykonania za granicą operacji już we wczesnym stadium nowotworu?


Jest takie rozwiązanie. Niemniej poważnym problemem jest nasza mentalność. Nie dopuszczamy do siebie myśli, że historia podobna do opisanej może przydarzyć się akurat nam.


Pamiętaj. Zawsze możesz liczyć na pomoc, tylko nie możesz czekać do chwili wydania diagnozy. Oszczędzi to wielu kłopotów.


ASEKURACJA JEST NAJLEPSZYM ROZWIĄZANIEM PRZYSZŁYCH PROBLEMÓW.


Zadzwoń – porozmawiamy.

8 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

O MNIE

IMG_20200618_152607_edited.jpg

Doradzam przy wyborze ubezpieczenia.

Sens ubezpieczenia polega na tym,

żeby mieć ochronę, a nie na tym,

żeby posiadać ubezpieczenie.